sobota, 17 listopada 2012

Faworki. Bez tłuszczu.


I co z tego, że jest listopad? 
Że faworki robi się w styczniu?
I że z założenia są tłuste ?


Nic. Bo w kuchni, można robić co się chce. I łamać wszelkie konwenanse. W życiu nie zawsze. 

Faworki bez tłuszczu? Zdziwieni?
 Moje faworki są pieczone w piekarniku. Więc nie zawierają żadnego smalcu czy oleju. 
Są niewyrażalnie lekkie i kruche. 
Jak dla mnie wspaniałe. Z rodzinnego przepisu ; ) 


Przepis od Prababci
10 żółtek
70 deko mąki krupczatki
pół kubeczka śmietany (to będzie około 100 ml)
łyżka cukru waniliowego
chlust spirytusu 


Przygotowanie:
Wszystkie składniki połączyć. I wyrabiać ręcznie przez co najmniej 45 minut. 
Ciasto rozwałkowujemy baaardzo, baaardzo cienko (dobrze jest widzieć słoje, jeśli używamy drewnianej stolnicy.)
Kroimy w paski, rąby. I formujemy faworki. Ja robię to tak:




Następnie wkładamy je do nagrzanego piekarnika i pieczemy 2-3 minuty aż się zarumienią.
Oczywiście można je też tradycyjnie usmażyć. Teoretycznie nie powinny pić tłuszczu, dzięki spirytusowi. Przed smażeniem do tłuszczu należy wrzucić ziemniaka. 



Posypujemy cukrem pudrem i gotowe ; )
Ten chudszy to moja wersja light, a grubszy to tradycyjnie smażony. Nie widać różnicy, więc po co smażyć?

Kto się skusi na faworki w listopadzie? 
xoxo
Wika ; )

32 komentarze:

  1. Ja się skuszę! ;)
    Genialnie pomyślane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrzę nieufnie. Co jak co, faworkom nigdy nie chciałam odbierać tłustej kąpieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie zrobię Twoją wersję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. pieczonych faworków jeszcze nie widziałam, a szczerze mówiąc, tego tłuszczu zwykle jest za dużo w faworkach; wypróbuję!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ genialny pomysł. Prawdę mówiąc nigdy nie przepadałam za faworkami bo kojarzyły mi się ze staniem nad kuchenką w oparach gorącego tłuszczu. A jeszcze gorzej jak ktoś je robił i jadło się je po kilku dniach (ewentualnie godzinach) kiedy leżały takie nasiąknięte olejem albo smalcem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Robiłam obie wersje..Ja jednak wolę tradycyjną wersję,smażoną na tłuszczu..:))

    OdpowiedzUsuń
  7. W listopadzie może nie, ale zawsze robię je na tłusty czwartek. W tym roku chyba skuszę się na taką zdrowszą wersję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. pamiętam jak w dzieciństwie siedziałam wpatrzona w stolnicę na której babcia wywijała i układała ciasto na faworki ... takie fajne wspomnienia mi obudziłaś tym wpisem :)... muszę spróbować pieczonych faworków :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieźle pomyślane!! Faworki zawsze lubiłam nigdy też nie odstraszała mnie ich tłustość, ale w związku z tym, że ostatnio mimochodem i w sposób zupełnie nieplanowany się zaokragliłam- wersja faworków z piekarnika będzie bardziej wskazana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny pomysł! rewelacja!
    zdrowiej, lżej, a dalej wspaniale:D

    OdpowiedzUsuń
  11. naprawdę super, bo uwielbiam faworki, ale rzadko jem z powodu kaloryczności, więc super! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Weroniko ja po prostu jestem w Tobie zakochana :)- nie mysl tylko że jestem stuknieta (mam męża:)) )ale uważam że jesteś przpiękna!!!
    super przepis, a ja akurat staram się odchudzić :)))jak znalazł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki : * nie ma nic milszego niż usłyszeć to od Ciebie! Szczególnie, że oglądam master chefa głównie po to, żeby na Ciebie popatrzeć ; )

      Usuń
  13. Pieczone? Kurcze ciężko mi uwierzyć, że faworki można upiec;-) Czas się przekonać;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. oo faworki:D jak dawno ich nie jadłam, taak, pewnie w styczniu:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ahhh....!:) Nie wiem, czy skuszę się na produkcję, moje ręcę wciąż cierpią po ostatnim wałkowaniu makaronu, ale mam ochotę zadzwonić z zamówieniem do mojej babci ;)) Ale do Twojego przepisu na pewno wrócę! W wersji pieczonej brzmią znacznie bezpieczniej...a jak ja już się dobiorę do faworków, znikają do ostatniego okruszka!

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę w końcu się na nie skusić bo już zapomniałam jak smakują...:(

    OdpowiedzUsuń
  17. widziałam gdzieś podobne rewelacje, w takim razie jest szansa, że sobie zrobię na tłusty czwartek :)

    OdpowiedzUsuń
  18. wow jestem zachwycona tym przepisem, i jak pięknie wyglądają, bez tłuszczu!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczywiście, że się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moje, moje! Od razu wrzucam do ulubionych! W końcu sposób na ten tłuszcz! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Podoba mi się pomysł na faworki bez tłuszczu :). Uwielbiam faworki, ale zawsze troszkę mnie przeraża ta ilość tłuszczu, którą pochłaniają.

    OdpowiedzUsuń
  22. A mój mąż wczoraj poprosił o faworki, dodaję do ulubionych,muszę spróbować. Choć on to podejrzewam, że będzie prosił o takie na tłuszczu. Choć jak bym mu zrobiła gdy go nie będize w domu... to nawet by nie musiał wiedzieć. Może by się nie zorientował :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja się skuszę! Co prawda już zaczął się grudzień, a to przecież listopadowe faworki. Z chęcią jednak bym się dorwała do talerza pełnego złocistych faworków :)
    Pozdrawiam,
    T.

    OdpowiedzUsuń
  24. uwielbiam faworki :)) ale mi na nie smaku zrobilas :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mniam! Uwielbiam faworki,a Twoja wersja wyjątkowo mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Chciałabym wypróbować ten wspaniały przepis,tylko proszę o informację w jakiej temperaturze piec ?
    Dziękuję i pozdrawiam, Agnieszka :)

    OdpowiedzUsuń
  27. czy można je zrobić z mąki typ powyżej 1000 z wykluczeniem absolutnie pszennej?

    OdpowiedzUsuń